Surmiak-Domańska i Domosławski – tak się pisze biografie!

Katarzyna Surmiak-Domańska wzięła na warsztat Krzysztofa Kieślowskiego, a Artur Domosławski – Ryszarda Kapuścińskiego. Dzięki ich wnikliwej, tytanicznej pracy otrzymujemy dwa opasłe tomiszcza traktujące o życiu i twórczości dwóch bardzo ważnych person w polskiej rzeczywistości/kulturze XX wieku.

Zapomnijcie, że kupicie Non-fiction, Domosławskiego w jakiejkolwiek księgarni, czy to „papierowej”, czy internetowej… Nie ma szans. To wynik kuriozalnej, debilnej i chorej sprawy sądowej, inicjatorką której była żona Kapuścińskiego; w ten oto sposób, przy pomocy paragrafów, ocenzurowała ona wizerunek swojego męża zaprezentowany nam wszystkim przez Artura Domosławskiego. Fuksem olbrzymim udało mi się kupić Non-fiction z drugiej ręki (pierwsze wydanie ze Świata Książki 2010), z czego jestem meeega-zadowolony! Świetnie napisanych, a przy tym wartościowych książek nigdy dosyć!

Domosławski nie poszedł na łatwiznę i nie odwalił kaszanki w postaci paru wywiadów z „wyznawcami” Kapuścińskiego, nie napisał popłuczyn na kolanach przed mistrzem. Nie pastwił się nad Kapuścińskim, ale nie dawał mu również żadnej taryfy ulgowej. Dlatego też w książce przeczytamy otwarcie o Kapuścińskim-staliniście, o zachłyśnięciu się komunizmem, o tych symptomatycznych, powojennych spazmach w szponach nowego systemu. Przeczytamy też o super kumplach i przyjaciołach z KC PZPR, o jego pierwszych ścieżkach dziennikarskich, o zabłoconej prowincji PRL…
Domosławski dokonał tego, czego nie potrafi wielu biografów znanych ludzi: uwypuklił i pokazał w czytelnym świetle wieloaspektowość nie tylko osobowości swojego bohatera, ale i wielowarstwowość rzeczywistości, w jakiej ów bohater się porusza. Autor zrobił to bez wazeliniarstwa i dawania dupy konwenansom. Ta biografia jest po prostu napisana uczciwie i rzetelnie… Jako czytelnicy przechodzimy z Rysiem Kapuścińskim i jego komunistycznymi przyjaciółmi sporą wędrówkę – zarówno w wymiarze ontologicznym i aksjologicznym (vide wolta po śmierci Stalina i kolejna, po pojawieniu się Solidarności), ale ani na chwilę Domosławski nie pozwala nam zapomnieć o dziennikarskim dorobku Kapuścińskiego. Non-fiction jest perfekcyjnie wyważoną i zbilansowaną historią o człowieku nie tylko zagadkowym, ale i w pewnych aspektach do bólu zwyczajnym, jak my wszyscy.
Moja fascynacja Kapuścińskim trwała krótko. Zaczęła się od Chrystusa z karabinem na ramieniu; w pierwszej klasie technikum, szlifując swoją wiedzę rewolucyjną, jako młody anarchista, podpierałem się oficjalnymi wydaniami książek mogących przybliżyć mi specyfikę ruchów rewolucyjnych Ameryki Południowej i Środkowej (niejako „obok” czytałem tony trzecioobiegowych broszur, książek i publikacji anarchistycznych – nigdy nie zapomnę mrówczej pracy wydawnictwa Red Rat z Zielonej Góry i publikacji w kieleckim anarcho-zinie Lokomotywa Bez Nóg! To dzięki nim dowiadywałem się, dlaczego Kapuściński i autorzy takich książek jak: Rewolucja w imię Augusta Sandino, czy same Epizody wojny rewolucyjnej, Che Guevary, to komunistyczny shit, kolejny na tym świecie system ucisku, zniewolenia i zorganizowanej państwowej zbrodni.). Byłem też pod wrażeniem Wojny futbolowej, a Heban czytałem dwa razy . Z kolei Imperium ni chuuu… mnie nie ruszyło, albowiem już od lat kilku siedziałem w tematyce gułagowej i „obserwacje” Kapuścińskiego w upadającym ZSRR były dla mnie po prostu aksamitnym bullshitem. Krytyka tego systemu z ust „najsławniejszego dziennikarza XX wieku” była dla mnie śmiechu warta…
Lapidarianihil novi sub sole, naprawdę… Dopiero Podróże z Herodotem, pod względem formy i treści, wywarły na mnie naprawdę spore wrażenie. Cóż, Kapuściński miał doskonałe pióro, choć parafrazując klasyka, wielu szatanów za owym piórem stało.
Konkluzja odnośnie Non-fiction, Artura Domosławskiego: lektura absolutnie obowiązkowa! Starsza pani, która rozpętała całą sądową gnojówkę wokół tej książki nie rozumie elementarnych kwestii związanych z instytucją osoby publicznej jaką niewątpliwie był Ryszard Kapuściński… A  to że starszej pani niewygodnie jest czytać, że Rysio kobieciarzem był… no cóż… z zaściankowości się widocznie nie wyrasta…
Ja nie sprzedam swojego egzemplarza, ale szukajcie na aukcjach w necie wydania z 2010 roku. Nawet jeśli ktoś zachłanny zawoła wam 100 PLN, kupcie tą książkę – warto! Ja swoją zdobyłem za jednym zamachem wraz z książką Natalie Angier: Kobieta. Geografia intymna (wcześniejszy egzemplarz zostawiłem na squacie w Belgii) za 50 PLN za obie – uwielbiam gdy Szatan czuwa nad moim portfelem 😀

Uwielbiam Trzy Kolory i Dekalog! Naczytałem się niegdyś tylu recenzji tych filmów, że aż śmiać się chce, co tzw. „eksperci od kina” widzieli w dziełach Kieślowskiego! A ja jednocześnie zakochałem się i w jego fabułach i w Zbigniewie Preisnerze. Nie wyobrażam sobie żadnego innego tła dźwiękowego w filmach Kieślowskiego, niż kompozycje Preisnera. Doceniam również przepiękny gest Preisnera po śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, który napisał dla niego rozpierdalającą trzewia mszę: Requiem dla mojego przyjaciela! Gdyby NEUROSIS zagrało ten materiał, mógłbym umrzeć jutro.
… ale ale – mowa tutaj o wspaniałej biografii Krzysztofa Kieślowskiego: Zbliżenie, autorstwa Katarzyny Surmiak-Domańskiej. Uwierzcie mi, że już nikt nigdy nie napisze takiej książki o Kieślowskim! A dla biografa największym komplementem jest to, że na jego/jej polu już nikt nie podskoczy! Uwielbiam tą książkę, jest ona dla mnie kolejnym [coraz rzadszym – kurwa jego mać! – w ostatnim czasie] dobrem literackim, gdzie bohater potraktowany jest kompleksowo, z szacunkiem, wnikliwie, bez biletów ulgowych, bez wstydliwego pomijania tematów… hmm… nie tyle kontrowersyjnych, co spornych w kontekście -znowu – kolektywnej lukrowanej laurki dla Kieślowskiego.

Dopiero z tej biografii dowiedziałem się, jak wielkie znaczenie dla Krzysztofa Kieślowskiego miały jego dokumentalne produkcje, jak bardzo na samym początku swojej uniwersyteckiej drogi filmowej gardził fabułą. To cenna wiedza, gdy po raz n-ty oglądam Trzy kolory
Ale to tylko początek… Katarzyna Surmiak-Domańska w swej biografii dostarcza nam mnóstwo faktów z życia Kieślowskiego, rysuje dla nas – poprzez imponującą ilość znajomych, przyjaciół i członków rodziny – kompletny obraz skrytego i neurotycznego, acz do bólu systematycznego i konsekwentnego twórcy, który bezlitosnym bywa przede wszystkim dla siebie, mimo że często wykorzystuje swoją charyzmę w celach, powiedzmy, dyskusyjnych i artystycznie i egzystencjalnie.
Autorka daje nam ciężki gabarytowo tom wiedzy o człowieku niejednoznacznym moralnie. I to jest przepiękne! Dlaczego? Ano dlatego, że każda pieprzona jednostka ludzka jest niejednoznaczna moralnie! Spora część biografii, to batalie Kieślowskiego z partyjno-państwowym betonem, albo jakieś tam mini-mikro kompromisy z Zanussim (niegdyś szef studia filmowego, również „sławny reżyser kina moralnego niepokoju”, o którym nie będę pisał na tym blogu, bo nie warto) i innymi wtedy w-chuj-ważnymi…

Krzysztof Kieślowski był porównywany z największymi. I słusznie. Mnie najbardziej podoba się porównanie z Ingmarem Bergmanem. To twórca tego kalibru.
Kieślowski umarł z przepracowania i z powodu fajek. Wiadomo. A ja chciałbym uściskać Katarzynę Surmiak-Domańską i podziękować jej za tą wyjątkową biografię! To świetnie napisana książka o kimś, o kim wciąż – niestety – pierdoli się mnóstwo komunałów, quasi-uwielbień i… rzygać się chce!
Ta biografia, to absolutnie obowiązkowa lektura dla WSZYSTKICH – dowiedzcie się wreszcie jak pisze się rewelacyjne biografiel