С Новым Годом, БЛЕАТЬ!

Ontologicznie tkwi w nas gdzieś słabość (względnie – respekt) wobec krańcowości jako takiej. Jest to rzecz jasna mechanizm, za którym stoją naturalne instynkty, zaśmiecone jednak przez tony kulturowego śmiecia. Temat bez wątpienia ciekawy do roztrząsania (epistemologia końca z perspektywy presji kulturowej), ale bynajmniej nie na dziś… Dzisiaj jest ostatni dzień 2018 roku. OSTATNI.
Odporność na celebracje wszelkich tego tyu wydarzeń wyprocowałem sobie już wiele lat temu. Podchodzę do tego mega-pragmatycznie i hedonistycznie; kilka dni wolnych, można się trochę upodlić alkoholem (z naciskiem na trochę – nie te lata, nie te flaki…), względnie poczytać książkę. W mojej percepcji po prostu nie istnieje żadna cezura w odniesieniu do Nowego Roku. Jest to głęboko życzeniowa fanaberia większości, która ulega złudnemu przekonaniu, że 1 stycznia zaczyna się naprawdę-coś-nowego. Jako że owe coś nowego odnosi się zazwyczaj do wydarzeń w obrębie jednostkowego, czysto subiektywnego universum, wygodnie jest przyjąć dzisiejszy dzień jako ostatni w levelu nr 2018 – gra toczy się dalej…

Dokładnie tak – ni mniej, ni wiecej, chciałem zakomunikować, że mam wyjebane na całego Sylwestra, a wódki i tak się napiję 😀 Nie martwcie się! Będzie gorzej! 😉