Zieleń na laserze…

Umówmy się, że pracuję w niezbyt interesującym miejscu, aczkolwiek lubię „mój” laser i samą pracę na nim (nie ma to jednakże żadnego pozytywnego przełożenia na gratyfikację za to najemne tyranie…). Ostatnio popełniłem dwie foty (jakości nędznej, bo zrobione telefonem), które wprowadzają w to nieznośnie industrialne miejsce „kawałek estetyki”, drobinę czegoś nie będącego wyłącznie pulsowaniem rezonatora i smrodem ciętej stali/aluminium…

Oto niespodziewany gość, który napatoczył się pod load-master (podajnik blachy do lasera)…

2013-08-09 21.34.37

… oraz coś zupełnie – z pozoru – abstrakcyjnego:

2013-08-28 19.19.41

Uwielbiam fakturę na tym drugim zdjęciu! Daję głowę, że nikt nie zgadłby, co to właściwie jest 🙂 To po prostu fragment jednego z haków (w kształcie litery „S”), którego używa się w trakcie lakierowania gotowych produktów, z wieeeeeeloma warstwami zielonego lakieru (tłem jest powierzchnia laserowego słupka oznaczającego barierę, po przekroczeniu której laser samoistnie się zatrzymuje)…

Drobiazgi, które sprawiają, że robota w tym miejscu nie śmierdzi wyłącznie wyziewami helu, azotu i acetylenu…

P.S.: Owad został bezpiecznie przeniesiony poza teren stalowej masakry i wypuszczony na wolność…