Błąd

Dziś żadnej muzyki tła, żadnych darkambientowych syków (no, oprócz kilku kawałków LUSTMORD, ale to tak niejako instynktownie → nie liczy się)… Dzień po brzegi wypełniony crustowymi wrzaskami i hektolitrami kawy i prób gorączkowego wyplątania się z sieci, którą sam na siebie zarzuciłem… Chwile racjonalnego przebudzenia ze snu pełnego emocjonalnych strzępów najlepiej smakują z fajką i kubkiem gorzkiej kawy. Tak też się stało – nędzna celebracja „poważnego zastanowienia się nad swoim postępowaniem” przybrała kształt czegoś naprawdę groteskowego. Pozostała tylko popielniczka z petami i fusy w kubku…
Wkurwiam się okrutnie na siebie, że po raz kolejny wprowadzam się w stan ohydnego letargu  umysłowego, gdy robię rzeczy bezdennie głupie, miażdżące zdrowy rozsądek samym faktem swojego zaistnienia, o całokształcie konsekwencji nie wspominając. Wiem, że wściekłość na rozdźwięk między racjonalnymi analizami, a śliską i nielogiczną praktyką bywa czasem o kant dupy rozbić, ale dziś wyjątkowo doprowadziłem sie do szału.
… a w ramach zupełnie innego, mniej istotnego wkurwa (coś a’la foch na siebie samego), ściąłem dzisiaj irokeza. I tyle.